![]()
przeterminowany odnośnik ze strony głównej, wiszący tam do 21 VII AD 2009 (chyba jeszcze od AD 2006...)
O B R O N A
AUTOSTRADY
Ziemia dla ludzi, ekoterroryści do asfaltu !
;p
![]()
31 grudzień AD 2006
No i zrobiła nam się kolejna wielka
ordynarna dziura we wpisach. Po największej w historii Dzikostrony przerwie
pomiędzy 10 IX a 8 XI (miesiąc + 28 dni), ta obecnie zakończona (1 miesiąc i 23
dni, między 8 XI a 31 XII) nie zachwyca nawet nowym rekordem, więc już zupełnie
nie ma się z czego cieszyć. A jedna dziura z drugą dają przygnębiający obraz
upadku, w jakim znalazł się Dzikowy portal w ostatnim czasie. Dlatego dla
poprawy statystyk musimy szybko, przysłowiowym rzutem na taśmę, dorzucić jeszcze
jakieś wpisy przed końcem roku, bo inaczej bilans za czwarty kwartał zrobi z nas
pośmiewisko całego cywilizowanego internetu.
Powołana dla znalezienia kozła ofiarnego dyspozycyjno-marionetkowa komisja
śledcza*, potwierdza moje osobiste przypuszczenia i winą za ten stan
rzeczy obciąża Jokastę S., ps. Spaślak (0,6 l.). Wprawdzie oskarżona w czasie
przesłuchania nie przyznała się do winy, tylko ostentacyjne obrzygała śledczego,
jednak według wiernopoddańczych ekspertów nerwowe przebieranie nogami śmiało
można potraktować jako potwierdzenie zarzutów.
*
- Pomysł ze stosowaniem komisji niezależnej, powszechnie uznany za podstawę
praworządności, tak naprawdę zupełnie się nie sprawdza i eksperyment w tym
względzie skończył się sporym rozczarowaniem. Okazuje się, że taka komisja nie
wydaje takich orzeczeń, jakich się od niej oczekuje i w tej sprawie na przykład
sobie uznała, że to wszystko przez to, że ja jestem śmierdzącym leniem i mi się
nie chce... Gdybym się chciał przyznać do winy, to nie powoływałbym przecież
komisji !
Nasz dom zamienił się bowiem w Biuro Obsługi Jednego Wiecznie Niezadowolonego
Klienta. A ja, Dzik, autor tych wszystkich wpisów, istota delikatna i wrażliwa,
nie potrafię w takich warunkach normalnie funkcjonować. Wśród tych wszystkich
kwęków, miauków i porykiwań zamiera wszelka inwencja, a każde natchnienie ucieka
pod szafę. Ostatnie miesiące dorównują pod względem produktywności dawniejszym
tygodniom i w sumie wydaje mi się, że ten rok składał się z dwóch wyjątkowo
nierównych połówek: pierwsza była długa, urozmaicona i wydajna, a druga to jeden
wnerwiający, rozlazły i monotonny dzień...
Ponieważ nikt o to jakoś nie pyta, chcemy przy tej okazji zaznaczyć, że nie mamy
nic przeciwko, a nawet z utęsknieniem czekamy, aż ktoś się wreszcie przyda i
przygarnie Kropka razem z jego decybelami na dzień lub chociaż godzinę. Jakoś do
Mileny to się aż kolejki ciotek (a nawet czasem wujków) ustawiały na spacerki i
do wypożyczeń, a Joka gnuśnieje tylko wśród tych samych kilku twarzy. Co ona
gorsza, sroce z zada wyleciała, czy co... W takich warunkach ma prawo być
sfrustrowana. Na kogo wyrośnie takie dziecko ? Nie potrzeba nam tu kolejnej
Kazimiery Szczuki...
Te kąśliwe uwagi kieruję zwłaszcza do
tych, którzy sami jeszcze nie wzięli odpowiedzialności za przedłużanie gatunku i
zapobieganie kolejnemu niżowi demograficznemu.
Poza tym jeszcze jedna sprawa: domagam się odszkodowania za straty psychiczne i
moralne, które wyceniam na 100 000zł. Żądania te kieruję do wszystkich tych
ludzi, którzy powtarzają, że dzieci są urocze, że to słodki ciężar i podobne
obiegowe kłamstwa. Zostałem przez nich szpetnie oszukany i niech się teraz
podzielą sianem, tak jak wcześniej tymi wątpliwymi mądrościami. Zbiorowe
kłamstwo - zbiorowa odpowiedzialność.
Podaję dane do przelewów:
72 1140 2004 0000 3102 3273 1409
Dobromir Sośnierz
Krucza 24/4
40-758 Katowice
Jeśli pieniądze nie zaczną spływać, nie będę miał litości - co tydzień odrąbię
kawałek "Dzidziusia" i wyślę pocztą do losowo wybranego członka Towarzystwa
Przyjaciół Dzieci. Zacznę od pojedynczych włosów i paznokci, ale stać mnie na
dużo więcej (np. na wiele włosów i paznokci). Wielka Dzikowa Akcja
Terrorystyczna (WDAT) rozpoczyna się wraz z nowym rokiem.
Oczywiście przyjmujemy też wpłaty od osób
niewinnych. Polecam pod rozwagę, że taka kwota pozwoliłaby mi na rok zrezygnować
z pracy i poświęcić się ciekawszym i pożyteczniejszym zajęciom, jak na przykład
regularne wpisy na tę stronę. Obiecuję, że w takim przypadku będą nawet
codziennie. Więc będzie to z korzyścią dla wszystkich, bo nie ukrywajmy, że są
tyle warte.

Na zdjęciach zakładnik w wieku odpowiednio 6 i 7 miesięcy. Czy
przez Twoje sknerstwo na zdjęciu z 8-miu będzie już inwalidą... ?
![]()
8 listopad AD 2006
Jak widać, rzetelnie wywiązujemy się z wcześniejszych obietnic i sytuacja na stronie pogarsza się stale i planowo. Ale chociaż już prawie dwa miesiące nie napisaliśmy ani słowa, licznik i tak przebił przez drugiego tysiaka. W utrzymaniu tej ścisłej twórczej dyscypliny bardzo pomogły nowe okoliczności, na które nieco światła może rzucić wizyta tutaj. W między czasie mieliśmy wprawdzie parę rzeczy do opisania, jak...

pełne 4 joko-miesiące (25 wrzesień)...

a potem 5 (25 październik)...

wyjazdy za miasto (5-9 październik)...
http://www.youtube.com/watch?v=LaGqRzI1fRs
poznawanie nowych znajomych (19 październik)...

występy na paraolimpiadzie (23 wrzesień)...
... ale było także parę naprawdę
niefajnych...

... więc suma sumarum, może to i dobrze, że nic nie ma. I obiecujemy, że jutro albo najpóźniej za tydzień o nich wszystkich także nie napiszemy ani słowa.
A może napiszemy...
A może jednak nie...
P.S. Unikalna szansa, żeby w jednych wyborach zagłosować na jednego Dzika dwa razy, jaka się właśnie przytrafiła tym razem (do Rady Miasta i na Prezia), może się długo nie powtórzyć. Przynajmniej do czasu zbiegu wyborów do Sejmu, na Prezydenta RP i miss wilgotnych kalesonów, nie należy się spodziewać lepszej okazji. To chyba najlepsza promocja od czasu legendarnych 12 jajek w cenie tuzina.
![]()
10 wrzesień AD 2006
Jest źle i lepiej nie będzie, przynajmniej przed październikiem - to odpowiedź na pytania w sprawie wyraźnego kryzysu aktualizacji. Dzik stara się napisać pracę, jakkolwiek beznadziejnie by się to zadanie nie prezentowało, i nie ma czasu na głupoty. I by nie być gołosłownym, zamieszcza zaległy raport w sprawie nowych dokonań najmłodszego z Dzików.
![]()
2 wrzesień AD 2006
100 dni Jokasty. Tego właśnie dnia upłynęła pierwsza hektada (nowe słowo - jak dekada, tylko większe !) oswajania się nowego Dzika z resztą stada. Trzeci miesiąc obfitował w mniej lub bardziej widowiskowe zmiany. W skrócie najważniejsze dokonania i umiejętności:
@ Podnoszenie
się prawie do siadu z prawie leżenia. J
@ Prawie umienie siedzenia.
@ Długie utrzymywanie kontaktu wzrokowego, przy użyciu dwóch technik. Wersja uśmiechnięta, najczęściej zakończona obrzyganiem drugiej strony, ostatnio urozmaicana też mniej lub bardziej wymownym bulgotem, mającym
prawdopodobnie jakieś wesołe znaczenie. Oraz druga wersja, po której zwykle pada pytanie: "I
co masz taki wystraszony pysk ?"
@ Zmniejszenie obfitości erupcyj przez górny krater. Jakkolwiek zdania są podzielone, mnie się wydaje - a ja tu mam póki co ostatnie słowo na tej stronie - że nie tyle częstotliwość, ile raczej objętość produkcji womitów nieco osłabła.
Joka nie
ustaje jednak w wysiłkach, zalicza ciągle nowe przedmioty i osoby - i ciągle chyba marzy, żeby zarzygać cały świat (jak w znanej piosence "Więc chodź zarzygaj mój świat, na biało, kurde, na biaaało...").
@ Znacznie wyprzedzając zalecenia z poradników, Joka zaczęła urozmaicać sobie dietę. Już we wczesnym sierpniu przekąszała soczkiem, potem tartym jabłkiem, zupką dla dzieci, a ostatnio nawet zwykłym rosołem. I wbrew rozpowszechnionym przesądom
nawet nie wybuchła. Trochę tam na pogotowiu pyskowali, ale co tam - co zjemy, to nasze. J
@ Coraz wprawniej wyciąga sobie i wkłada smoczek, z przewagą tego pierwszego (w stosunku 74:1).
@ Czyta już proste książki, jeśli nie ma nic w telewizji.
Jedna lub dwie podane informacje może nie są prawdziwe, ale w dzisiejszych czasach trzeba trochę nałgać, żeby przyciągnąć spragnionego sensacji czytelnika. Jutro o strzelaninie na Ligocie i hodowli trylobitów.
A żeby nie było, że nie ma nic na okazję 3 miesięcznicy, jak obiecałem, to zdjęcie obok jest właśnie z wtedy, czyli z 25 sierpnia.
![]()
notatka ze strony głównej, tkwiąca tam, z pewnymi zmianami po drodze, od 1 VI AD 2006 - 1 VI AD 2007
Specjalna podstrona dla
fanów polskiego futbolu !!!
Odreaguj mecz Polska-Kolumbia...
a także Polska-Ekwador oraz pewnie wiele
następnych...
Najsłynniejsze w całym świecie zakłady
mundialowe - historia kolejnej edycji
(stan na 10 VII AD 2006, godz. 1:35)
![]()
20 sierpień AD 2006
Wobec braku ciekawych i przekonywujących wyjaśnień blisko miesięcznego braku dostaw nowych wpisów na DzikoStronę, pomijamy ten punkt ekspiacyjny i przechodzimy od razu do opowiedzenia bardzo lub niezbyt interesujących, a niepublikowanych dotąd wypadków z życia Dzików.
*
25 lipiec: druga miesięcznica urodzin Jokasty. Nie było tu wiele do
opowiedzenia w ramach podsumowania, bo solenizantka nie wyszła w tym okresie
poza proste funkcje życiowe młodego ssaka, poza może sporadycznymi uśmiechami.
Pozytywne zmiany w tym względzie miały dopiero nadejść, ale o tym dopiero w
podsumowaniu 3. miesiąca, czyli zapewne za pół roku. ;pppp
Natomiast strzałka na zdjęciu z tamtego dnia - to nowy trop dla amatorów
dyskusji z cyklu "Do kogo jest bardziej podobna ?". Wobec mocno ostatnio
zarysowanej przewagi zwolenników teorii "Do ojca", możemy jednak z naciskiem
stwierdzić, że co jak co, ale nogi - to na pewno ewolucyjny spadek po mamusi.
:>>>> Przy okazji: Joka pyta o wypróbowane sposoby na niemowlęcy cellulit.
* 28 lipiec: Basia wraca do Anglii. Dolatuje szczęśliwie. Ale co tam - gdyby zawsze wszystko w życiu szło po naszej myśli, to też byłoby nudno...
* 29 lipiec - 10 sierpień: Mila wraca na zesłanie do strefy przygranicznej. Dzik z dumą i niekłamaną ulgą donosi, że udało mu się wymigać w tym roku od obowiązkowej rodzicielskiej wizyty w tym niezwykle interesującym miejscu. ;p
* 12-15 sierpień: Na tegorocznym jarmarku w Chudowie, Dzikowa znowu dała serię występów z flamastrem. Mila natomiast debiutowała w roli szkorbutowej księżniczki, w sukience po Duli, specjalnie przerobionej i zmniejszonej (nie muszę dodawać, że znacznie i w we wszystkich kierunkach) przez babcię Krysię. Jako arystokratka wdała się w płomienne, acz przelotne mezaliansowe romanse z żebrakiem i rycerzem. Przyłapana in flagranti z tym pierwszym przez natrętnego paparata, została przez niego złośliwie uwieczniona z groźną miną (a w każdym razie z grymasem, który w jej przekonaniu ma właściwości odstraszające), ukazującą skutki przewlekłej awitaminozy i wklejona do internetowej galerii. Co naraziło ją na serię jadowitych komentarzy ze strony sieciowych plebejuszy, o czym można się przekonać tutaj, a zwłaszcza tutaj.
* 16 sierpień: Dobiegł końca tragikomiczny serial o tym, jak źli ludzie z Winiar chcieli, ale nie umieli wysłać jednej paczki. Zaczęło się od zbierania kodów kreskowych. Jak już Dzikowa miała ich więcej niż przeciętny hipermarket, zapisała się do klubu Winiary i postanowiła zacząć zgarniać nagrody (za ileśtam kodów można sobie powybierać różne takie kuchenne atrakcje). Wyśrubowała zamówienie do górnej granicy i czekała, czekała, czekała, zestarzała się i umarła. Poza ostatnimi dwoma punktami to szczera prawda, mniejsza jednak o to, bo wreszcie zadzwonił ktoś z firmy i zapytał, czy może być krajarka do pomidorów, bo do jajek się nieszczęśliwie skończyły. Dzikowa na to, że może, oni że OK, już wysyłają. I tak minęły kolejne tygodnie, aż zadzwonił telefon po raz kolejny. Pani przeprosiła za opóźnienie, ale że jest taki problem, bo skończyły się krajarki do jajek - czy może być do pomidorów. Aśka, że może i że już się o to pytali. Oni że OK, to już wysyłają. I tak znowu mijał tydzień za tygodniem, aż zadzwonił telefon z Winiar. Pani znowu przeprosiła za opóźnienie i usłyszawszy odpowiedź na pytanie o krajalnicę do pomidorów zamiast do jajek i dowiedziawszy się, że już pyta po raz trzeci, przeprosiła i obiecała to, co zwykła w takiej sytuacji obiecywać. I tak znowu mijały dni i tygodnie i nic...*
Jak już się Aśka znudziła czekaniem, zadzwoniła, powiedziała, że może być krajarka do pomidorów, skoro nikt o dawno nie pytał i zapytała, "o szo, kurde, chozi" z tą wysyłką - "MTV wkurza" czy co** ? A oni z rozbrajającą niewinnością powiedzieli, że sami nie wiedzą, czemu to jeszcze nie poszło i że oczywiście zaraz, już wysyłają. Przy okazji się okazało, że wszystkie rozmowy mają odnotowane i mogą to sobie sprawdzić, więc pytanie "o szo chozi" pozostało tak naprawdę bez rozsądnej odpowiedzi. Żeby nie zanudzać, skrócę opowieść do stwierdzenia, że było tak jeszcze chyba ze 2 razy, aż w końcu dowiedzieliśmy się, że paczka już jest nadana, ale poczta ma 21 dni na jej dostarczenie, bo taką mają z nią umowę (hmmmm....). Wreszcie 16 sierpnia AD 2006 paczka przyszła i od tego dnia wszyscy żyjemy długo i szczęśliwie. Wprawdzie chyba coś tam pokręcili w zamówieniu, ale po takim czasie najstarsi górale nie są tego pewni... A krajarka spokojnie może być też do jajek... W sumie nawet nie jestem pewien, czy jest do pomidorów...
* - POPRAWKA: Aśka mówi, że o krajarkę do jajek pytali 4 razy, a nie 3, jak optymistycznie napisałem.
** - Ten fragment opowieści został nieco ukoloryzowany, bo Dzikowa wcale tak nie powiedziała, ale zgódźmy się, że powinna. Poza tym tak ładnie mi to pasowało do fabuły, że nie mogłem się opanować i tego nie napisać... Jednak historyczna rzetelność domaga się takich sprostowań, więc to też musiałem napisać. To trochę głupie tak dementować samemu po sobie od razu, ale nikt nigdy nie twierdził, że będziemy tu pisać mądre rzeczy.
* 16 sierpień: Tego dnia jakiś bardziej przychylny fotograf przepisowo sportretował młodociane pokolenie Dzików na potrzeby nowych paszportów. Zdjęcie Joki, skądinąd mocno zabawne, to już chyba ostateczny cios w stronnictwo rudosceptyków. Myślę, że z takim zdjęciem może się spokojnie ubiegać o obywatelstwo irlandzkie. Za to Mili dodali tym pstrykiem ze 3 lata...

* 18 sierpień: Kelwin 8/18 - Ewakuacja... Ale się działo. :) Właściwie, to cud, że uszliśmy z życiem... Ale po kolei.
O godzinie którejśtam:ileś wpada do mieszkania Joanna S., ps. Dzikowa i z pewną dawką histerii w głosie i niemal łzami w oczach mówi, że jest ewakuacja bloku, że możemy wybuchnąć i takie tam nowiny. Dzik dramatycznie kończy rozmowę telefoniczną, w czasie której Kielesz testował na ludziach swoją nową wtyczkę komunikacyjną do Mirandy. Po przezwyciężeniu drobnych problemów w kompletowaniu garderoby, zwyczajowo rozrzucanej przez niektórych tam, gdzie im się ona akurat znudzi, wydostajemy się z bloku w ostatniej chwili - bo w chwilę później cały blok ... normalnie cicho stoi sobie dalej. Za to przynajmniej pełno jest wszędzie gapiów, policji, straży pożarnej i nawet jedna karetka. Prawie jak na prawdziwej katastrofie. Okazuje się, że jakiś ochlaptus z IX piętra, zostawił otwarte na oścież kurki z gazem, zresztą nie po raz pierwszy, i chyba gdzieś wyszedł, jakby nigdy nic, Bin Laden chrzaniony. Niektórzy czuli gaz nawet w sąsiednim bloku, natomiast inni - w tej liczbie i my - nie czuli nic. Więc niezbadane są ścieżki gazu...
Dla dopełnienia dramatu Mila popuściła z
lekka w gacie (ale nie kupę, tylko to drugie), zaskoczona przez wielkiego psa
podczas harców z ojcem. I najbardziej zestresowana ze wszystkich Aśka poleciała
do domu po chusteczki i nowe majty. :))) Poza Aśką reszta publiczności raczej
dobrze się bawiła. Zwłaszcza Mila, która podpuszczona niezawodnie zabawnymi
teoriami Dzika, latała dookoła i krzyczała, że nareszcie jest wojna ! :))))
Niestety Kielesze nie przejęli się rozgrywającym się nieopodal dramatem. Trzeba było do nich dwa razy dzwonić, żeby wreszcie przyszli z aparatem, kiedy było już za ciemno na efektowne i pełne dynamizmu zdjęcia. To obok Kielesz celebrował tak z piętnaście minut.
W każdym razie mimo interwencji tylu specjalistów nic nie wybuchło i trzeba było wrócić do starego bloku, któremu nie dały rady ani ostatnie tąpnięcia, ani gaz, ani nasze petardy na sylwestra. Więc, jak widać, można powiedzieć, że cudem uszliśmy z życiem.
* 19 sierpień: Coś dla Duli, na zachętę do częstszych odwiedzin. Od wczoraj wprowadziła się do nas nowa koleżanka. Naprawdę niezła sztuka, ogromniasta samica tygrzyka paskowanego - pajęczyca mówiąc prościej. Jedna z tych, co zjadają samca po kopulacji, a nawet czasem w trakcie - co raczej nie zachęca do bycia dla niej zbyt miłym... Żeby nie było - to nie moja robota. To Dzikowa wpadła na nią na nowej drodze, dogoniła i złapała - mimo, wydawałoby się, ewidentnej przewagi siłowej i kondycyjnej pająka - i przytachała w opakowaniu po chusteczkach. Świnia, jak postanowiłem nazwać naszą nową przytulankę, ma ze dwucentymetrowy odwłok i jest chyba największym pająkiem, jakiego spotkaliśmy w stanie dzikim. Żeby było śmieszniej, od razu pierwszej nocy na nowych śmieciach uwiła gustowny kokon (taki mniej więcej) i nawaliła tam jajek jak na Wielkanoc (tzn. prawdopodobnie, nie zaglądaliśmy do środka). Więc jak dobrze pójdzie, będziemy mieli prezenty urodzinowe dla wszystkich na cały przyszły rok.
Jak będziemy mieli aparat, to walniemy jej niezłe foty.
A to lektura uzupełniająca dla
zainteresowanych:
http://www.salamandra.org.pl/magazyn/b08a07.html
i jeszcze fajne zdjęcie:
http://www.cwikowscy.pl/B200.html.
Acha - jeśli przypadkiem mijasz gdzieś konika polnego albo ważkę, nie pozwól mu/jej uciec - przynieś żywcem i dokarm Świnię. Wiecie, ona nie je kartofli z modro kapusto !
![]()
Dziczek pod nóż II (aka Katowicka masakra wziernikiem do ucha). W drugiej części tej krwawej opowieści nie ma już tego dramatyzmu, co w pierwszej, co zresztą jest plagą większości filmowych kontynuacyj. Wobec nawrotu głuchoty i uporczywego zalegania jakiegoś wrednego syfu w uszach, pomimo usunięcia bonusowego migdała (p. 30 III), trzeba tam było raz jeszcze porządnie wysprzątać. Co też się w piątek (21 VII) stało. Tym razem nie było kilkudniowej deprechy i wyciszenia. Ta metoda już się nie sprawdza... Sam remont jest poza tym długoterminowy i na razie Mila przez parę miesięcy będzie nosiła zamontowane w uszach jakieś wywietrzniki, przez które bagno będzie wyciekać sobie stopniowo, aż uzbiera się pół wiadra... No dobra, nie wiem ile, żart to był. W każdym razie aż wycieknie, co trzeba i zostanie w uszach czyste Hi-Fi. Na razie efekty nie są jednoznaczne, ale chyba jakaś poprawa jest. Testów z Oratorium nie przeprowadzono.
![]()
24 lipiec AD 2006
Po
długich namowach, dysputach i przekonywaniach, zabarwionych słowami
"inkwizycja", "piekło", "belzebub" i "nie będzie mleka", najmniejszy Dziczek
zdecydował się jednak i 16 lipca nieodwołalnie porzucił pogaństwo, przyjmując
wiarę chrześcijańską w Kościele Katolickim. Pozostały pewne wątpliwości co
do znaczenia niektórych dogmatów, ale będziemy to roztrząsać w miarę postępów w
sztuce koncentrowania się na tematach nie związanych z przyswajaniem mleka. Może
szkoda, że Mormoni tak szybko wymiękli, bo teraz wreszcie mieliby do nawracania
kogoś na poziomie orientacji teologicznej odpowiednim dla swoich wywodów. Swoją
drogą nie pamiętam, jak to u nich jest z chrzczeniem i czy mają jakieś specjalne
rozwiązania techniczne, ale znając ich, to na pewno prorok Nefi wymyślił coś, co
warto byłoby zobaczyć. Jakiś skok z rozpędu do beczki ze śledziami albo coś.
A skoro mowa o heretykach, to ogłaszam konkurs na najbardziej odpowiednią karę cielesną dla barbarzyńców - widocznych również na zdjęciu obok - uważających, że dla ładnego (czyli koniecznie robionego na wprost) zdjęcia można sobie bez problemu biegać po ołtarzu i wypinać odwłok do tabernakulum. W razie braku natchnienia proszę spojrzeć na pajaca w zielonej koszuli (no dobra, seledynowej, nie chodziło mi o księdza...). We mnie budzi go aż nadto. :/
I acha: ci na zdjęciu - to nie my, tylko rodzice chrzestni. Konkretnie Wujor i Gupia. To uwaga skierowana do mniej zorientowanych czytelników albo tych, którzy dopiero dołączyli do rzesz stałych abonentów Dzikoportalu.
P.S. Już sobie odświeżyłem z tymi mormonami. Chrzczą normalnie w mokrej wodzie, bez żadnych cudów. Ale dopiero od 8. roku życia, więc tu też by nas nie ubiegli... Poza tym można u nich przyjąć chrzest za kogoś zmarłego. Więc jak ktoś nie zdąży, zawsze może jeszcze na nich liczyć... ;) Dla zainteresowanych: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mormoni.
![]()
16 lipiec AD 2006
A Oleksy się hajtnął... Serio...
Od 15 lipca nazywa się dalej Oleksy...

Pół godziny po ślubie, a już jakiś taki wyliniały trochę, nie ?
![]()
15 lipiec AD 2006
Z
cyklu dowody na istnienie Boga: Aśka już ostatecznie zdała maturę ! Starcie z
Mocami Edukacji zakończyło się wynikiem 5:0, z następującymi rezultatami w
poszczególnych setach:
| polak ustny | 50% |
| polak pisemny | 57% |
| angol ustny | 50% |
| angol pisemny | 43% |
| WOS ustny | 52%. |
Zauważmy, że żeby wygrać trzeba było mieć ledwie 30%. A tu - bach ! - 57 % z pola... 11 lipca wreszcie upłynęła ta krótka chwila, której zjednoczone siły państwowego szkolnictwa potrzebowały na ustalenie, kto wpisał dobre literki w odpowiednie kratki, a kto nie. A jeśli ktoś myślał do tej pory, że matura to tylko taki sobie kawałek papieru, to rozmawiając od wtorku z Dzikową, już się dowiedział, że to coś więcej: to bardzo ważny kawałek papieru, o którym nie sposób rozmawiać inaczej, jak tylko długo i namiętnie i którego podziwiania nigdy dosyć. To coś, co pozwala zamówić wielką pizzę i wypić z litr Coli na głowę i nie przytyć od tego. To wreszcie coś, od uderza do głowy mocniej niż ten litr Coli i powoduje, że chcemy sobie tym czymś wytapetować mieszkanie. Chociaż i bez tego od kilku dni wydaje się być wszędzie, gdziekolwiek się w domu nie spojrzy...
P.S. Milena pozdrawia z zesłania prewencyjno-wychowawczego w Wiśle (ale nie w rzece, tylko w takiej miejscowości). To nic, że akurat jutro wraca na 2 tygodnie w związku z kolejnym sprzątaniem w uszach. Ale to już osobna historia.

![]()
26 czerwiec AD 2006
Pora
na podsumowanie pierwszego miesiąca pobytu przybysza z Planety Mlecznych
Pijawek między Dzikami. Myślę jednak, że to co powiedziano w podsumowaniu
pierwszej dekady w zasadzie całkowicie wyczerpuje temat. To chyba nie jest
jednak żadna
zaawansowana cywilizacja... Mimo pewnych starań, kol. Iokh-astah
nadal nie daje się namówić na żadne
bardziej rozwojowe formy aktywności i w dalszym ciągu totalnie olewa mundial (chociaż jej
tłumaczę, że następny dopiero za 4 lata). Tylko śpi, je, rzyga i czasem kwęka,
ale i to dość leniwie i jakby bez przekonania. W ten sposób to chyba do
niczego w życiu nie dojdzie. Trochę tylko umie podnosić głowę, ale to ja też
umiem i się nie chwalę. Żadnych innych nowych umiejętności nie
nabyła, a jeśli nawet, to nic nam nie pokazała. A jednak mimo licznych
prowokacyjnych działań zaczepnych, polegających głównie na obrzygiwaniu każdego,
kto wejdzie w zasięg miotacza, nadal staramy się być mili. Ale jedyna forma
współpracy, na jaką możemy tutaj liczyć, polega na tym, że jak do jednego otworu
dostarczymy dużo świeżego mleka, to z drugiego dostaniemy znacznie mniej już
niezbyt świeżego.
Według
obliczeń dra Szczapy Pijawka pochłonęła już ok. 680 litrów mleka, z czego
330 zwymiotowała bezpośrednio po spożyciu, a tylko 95 oddała w postaci śmierdzącego
koncentratu. Pozostałe 255 wg Szczapy zostały wykorzystane na konserwację,
rozbudowę i chłodzenie, co m.in. tłumaczy obecne 4,6 kg masy w porównaniu z
niecałymi 4 na starcie. Szacuje się też, że Obcy wyprodukował i schował
gdzieś ok. 70kg galaretowatej plazmy stratoenergetycznej. Jeśli nawet te
kalkulacje i domysły są nieco przesadzone i odrobinę niczym nie uzasadnione,
to jednak trzeba przyznać, że brzmią interesująco.
W ostatnim jednak okresie Joka stała się przedmiotem pewnych estetycznych i filogenetycznych kontrowersyj. Z jednej strony bowiem jest sporo słodzenia, a Ufok zrecenzował produkt jako udany i przyznał Dzikowi tytuł "Producent roku", znak jakości Q i godło "Teraz Polska". Z drugiej jednak coraz częściej pojawiają się, nie pozbawione uszczypliwości, przezwiska jak "ryża" czy "rudzielec". Głównie z mojej strony. Wbrew zaciekłemu oporowi jej Matki, trzeba sobie przyznać, że Jokasta wygląda po prostu jak klasyczny Angol po długiej zimie: blada, ruda i zmierzła. Może nie widać tego na tych zdjęciach, ale tak jest. ;p Co zresztą w świetle historii z biletem (do ojczyzny ?) i cudownego trafu w datę (p. 29 V i 25 V) wydaje się szczególnie żyznym podłożem dla śmiałych hipotez, zwłaszcza genealogicznych, nad którymi dr Szczapa już prowadzi badania.
![]()
8 czerwiec AD 2006
Rusza tradycyjny nielegalny Dzikowy totalizator mundialowy. Kto chce obstawiać wyniki albo sprawdzić, komu idzie najlepiej, wchodzi tutaj.
![]()

5
czerwiec AD 2006
(aktualizacja opóźniona z powodu braku
dostępu do serwera spowodowanego jakąś średnio udaną aktualizacją
zabezpieczeń; skargi i zażalenia do G-Netu, który dopiero dzisiaj rano, 7 VI,
po paru interwencjach doprowadził rzecz do porządku)
Z okazji ukończenia w dniu wczorajszym swoich pierwszych 10 dni na suchym lądzie, Joka pozdrawia wszystkich czytelników DzikoStrony. W podsumowaniu dotychczasowej krótkiej biografii nie brakuje wprawdzie spektakularnych pawi, rzygów i wymiotów, ale składa się ono jednak głównie z wciągania mleka jednym końcem i wylewania smrodów z drugiej oraz długich okresów bezproduktywnej wegetacji pomiędzy tymi czynnościami. Mimochodem udało się też wyleczyć jedno z dwóch (tak, tak: dwóch) zaropiałych od pierwszych dni ocząt oraz nieco zatuszować efekt fryzury Gargamela z wczesnego okresu po wykluciu. Myślę, że nic poza tym, nawet gdyby umiała, nie chciałaby wam na razie opowiedzieć.
![]()
3 czerwiec AD 2006
To cud ! Chyba nikt nie wierzył, że to się uda, ale jednak daliśmy radę bez Rasiaka ! Cufem bo cufem, antyfutbolem bo antyfutbolem, z drugim składem Chorwacji bo z drugim, ale zawsze...
![]()
1 czerwiec AD 2006
Dzień Jokasty. Tego dnia USC zarejestrował
Jokastę Maję Sośnierz za cenę 5zł za durny znaczek
skarbowy. Proszę nie zwracać uwagi na te małe literki w środku i to beznadziejne
imię, w jakie się układają. To się w ogóle nie liczy.
W związku z licznymi pytaniami, o co chodzi z tym pierwszym imieniem, wyjaśniamy, że Jokasta pojawia w greckim micie o Edypie oraz w Antygonie Sofoklesa, wspominanej z rozrzewnieniem, jak wszystkie szkolne lektury. Ponieważ cała historia jest cokolwiek niecenzuralna, a sprawa Jokasty mało chwalebna, a i tak wszystko wyszło niechcący, nie będziemy się tutaj w to wdawać. Jeśli natomiast kogoś obchodzi, co imię znaczy, oto wyjaśnienie jakie znalazłem na necie, w swobodnie skróconym przekładzie z angielskiego.
Ogólnie sprawa nie jest łatwa. Raz, że etymologia imion w ogóle jest oparta na przypuszczeniach, a dwa, że imiona postaci z greckich mitów pochodzą często z innych, nieznanych już języków. Grecja była już zamieszkana przez inne ludy, kiedy Grecy przybyli tam ok. 4000 lat temu i znaczną część religii i mitologii przejęli oni od tubylców, łącznie z imionami bogów i bohaterów. W historii o Edypie wszystkie trzy imiona kluczowych bohaterów: Edyp, Jokasta i Lajos wydają się być przedgreckiego pochodzenia. Wprawdzie Grecy często w takich sytuacjach próbowali dorabiać do nich ideologię, ale raczej mało wiarygodną (np. Edyp, czyli Oidipous, miałby oznaczać "spuchniętą stopę", co w świetle znanej nam wersji mitu ma pewien sens, ale nie wiadomo, czy odpowiednich szczegółów nie dorzucono później pod kątem tej właśnie interpretacji, a nade wszystko samo słowo nie wygląda na skomponowane po grecku). Charakterystyczne dla takich imion jest też występowanie w wyraźnie różnych formach w zależności od przekazu. Tak np. Odyseusz to czasem Ulisses, a Jokastę Homer nazywa Epikastą. Gdyby jednak Jokasta (Iokaste) miała pochodzić z greki, jest tu możliwych kilka koncepcyj. Człon io- może pochodzić mianowicie od kilku greckich słów, takich jak "strzała", "trucizna", "fiolet", albo i jeszcze innych. Natomiast -kaste mogłoby być formą czasownika "kainumai" oznaczającego "przewyższać", "prześcigać". Można by więc zgadywać, że Jokasta to "prześcigająca strzały", "przewyższająca truciznę" albo coś jak to. Nie ma jednak żadnych wskazówek, które wyjaśnienie miałoby być najbardziej odpowiednie.
![]()
31 maj AD 2006
W związku ze zbliżającym się końcem roku szkolnego i w kontekście wczorajszych wydarzeń na boisku, proponuję serię zadań na szóstkę do zadawania gorliwym uczniom, chcącym podciągnąć ocenę. Można nadsyłać własne propozycje. Redakcja nieomylnie oceni, czy zabawne i może dopisze do listy.
![]()
31 maj AD 2006
(...) Obiecałem komuś, że nie wygadam tutaj czegoś, co mi powiedział i dotrzymuję słowa. ;p

![]()
31 maj AD 2006
Jokasta wprowadza się jednak do rodziców. Jakbyśmy tego faktu nie oceniali, ostatecznie wypuścili ją wczoraj ze śpi-tala do śpi-domu. Dalej nic nie robi, tylko właśnie śpi i wyżera Aśce mleko. Ale i tak kolejne 200ml poleciało przed chwilą do Bałtyku.
Tak przy okazji: jest już zaktualizowana strona z Podstawami wiedzy o Dzikach, zwłaszcza polecam nowy dział z lokalizacją geograficzną Dziczej Rezydencji.
![]()
29 maj AD 2006
Dzikowa jednak nie wyszła. Ci co nie chcą
wyjść na buców, mają jeszcze szansę zdążyć do szpitala. Dziczek ma jeszcze za
wysoką
bilirubinę i najprawdopodobniej do środy jeszcze zostanie się naświetlać w
żłobko-solarium. W każdym razie nie przeszkadza jej to w spaniu i jedzeniu, do
czego na razie ogranicza swoją aktywność. Chyba poza tym wszystko jej pasuje, bo
jak do tej pory prawie w ogóle nie płacze, nawet na widok Kielesza. To
niewątpliwie plus tego modelu.
Dzisiaj znowu jakiś litr mleka wylądował w zlewie. Jak się nikt nie będzie zgłaszał, to zaczniemy dokarmiać koty pod blokiem ! Chociaż mamy obawy, czy nie będą potem za Aśką wołać "mamo !"... :)
A skoro padło już słowo "Kielesz", to jest przykra wiadomość. Niestety Chrumkacze, mimo niesprzyjających wiatrów, wrócili z miodowej wycieczki na duński Bornholm, gdzie popylali na rowerach wzdłuż i w poprzek wyspy. Ledwo zaczęliśmy nieśmiało przebąkiwać, że szczęśliwie słuch po nich zaginął, a już zapeszyliśmy... Próbowano ich nie wpuścić z powrotem, odwołując prom i zaostrzając kontrolę na granicy, ale z czystej złośliwości uparli się i wrócili...
Przy okazji - w dalszym ciągu nie została ujawniona etymologia ich enigmatycznego zbiorowego pseudonimu, a nawet jak powiedzą, to pewnie nie pozwolą nam tego tu napisać. Dlatego prosimy o nadsyłanie własnych teorii, możliwie najbardziej obraźliwych.
A jeszcze z przedawnionych aktualności, to Dzikowa pokonała ostatnią maturę - ustnego angola. Wynik 10/20. Dementujemy: to nie łapówka, to normalny cuf. W połączeniu z litością dla ciężarnych. ;))))) Teraz czekamy na wyniki z trzech pisemnych. I jeszcze poczekamy...
Jeszcze jedno: w notatce o rozpoczęciu wylęgu padła wzmianka o rezerwacji biletu na Jokastę. Wyjaśnienie: chodzi o bilety lotnicze do Londynu, które w ramach promocji, po 45zł w jedną stronę, Dziki sobie wykupiły. Joka leci w ogóle za darmo, a Mila z jakąś zniżką, więc w sumie tam i z powrotem dla całej ekipy wyszło niecałe 250zł. Z Dzikami lecą też: siostry (Agnieszka, Gupia i Duła), Niuniek, (...) /cenzura/ (...). Czas akcji: 5-9 październik.
![]()
29 maj AD 2006
Dzisiaj najprawdopodobniej Dzikowa wraca do domu, więc to już ostatnie chwile, żeby zobaczyć Jokastę jeszcze całą i zdrową, pod fachową opieką... Potem zajmiemy się nią sami. :>>> Wyjście nie jest jednak pewne, bo młoda ciągle jest przesadnie żółta i wiele zależy od wyników jutrzejszych badań.
A dla wielbicieli zdrowej żywności jest do odbioru sporo mleka. Z Aśki się leje, jak z wiadra - spokojnie na pół litra dziennie można się zapisać. Walory smakowe są według mnie, ujmując to delikatnie, stosunkowo bardzo kiepskie, więc raczej nie nadaje się to do picia w stanie czystym, ale myślę, że do naleśnika albo do ciasta spoko można wrzucić.
![]()
25 maj AD 2006, dzień
Ratunku ! Coś okropnego wylazło z Dzikowej !!! Obcy, w kształcie małego dziadka Herberta, ma 3,95 kg i 53 cm. Wylazł z nory o 3:59 (choć w metryce wpisano 4:00). Nie mówi, nie chodzi, nie robi zdjęć, nie interesuje się Mundialem. Wygląda ogólnie na istotę ewolucyjnie prymitywną. Można samemu przywitać się z nim w sali nr 13, w dni robocze od 8 do 22, w wolne też. Fotoprzewodnik z 16 marca może się znowu przydać, z tym że sala 13 jest dalej w głębi korytarza (na ilustracji 8. mam ją za plecami). Natomiast w galerię z dokumentacją fotograficzną ze spotkania z nową formą życia można wejść klupiąc energicznie myszką w zdjęcie powyżej.
![]()
25 maj AD 2006, noc
Tegoroczny
sezon lęgowy Dzików niniejszym uznajemy za otwarty. Jeszcze przed
północą, ok. 2315, weszliśmy w fazę odpływu, faza
skurczów nadal w planach. Dlatego, co pięknie ukazuje załączona ilustracja, zostawiliśmy
Dzikową na razie w wylęgarni, bo nie ma tam zresztą nic ciekawego do roboty. Zwróćmy
przy okazji uwagę, na świeżość tej informacji - jest godzina 114, więc to
już prawie jak transmisja na żywo. Jakkolwiek zapewne niewiele będzie osób, które mogłyby to
w tej chwili docenić. Z trzeciej strony, sprawa następnej aktualizacji
ma w tej chwili niejasną przyszłość, więc zapewne jeszcze przez cały ranek ta
będzie służyć za najbardziej aktualne źródło wiedzy. Co nieco podnosi sensowność
moich obecnych wysiłków.
Zwracam też uwagę na bezbłędną przepowiednię Dzika, który, musząc podać datę urodzin Jokasty przy rezerwacji biletu, już na początku maja podał dokładnie dzisiejszą. Wprawdzie termin wychodził nam z obliczeń (naszych własnych, nie tych sztucznych formalizmów szpitalnych) jeszcze późniejszy, ale wziąłem poprawkę na to, że Mila też wylazła parę dni przed czasem. Więc jak ktoś ma zamiar obstawiać teraz totka, to wiadomo, kogo ma spytać, co wypadnie. Bo co wypadnie z Dzikowej, to już i tak wszyscy wiemy...
Przerywając te zajmujące rozważania, donoszę na koniec, że póki co wszystko dobrze i nic nie boli, przynajmniej mnie. W miarę możliwości o aktualnym biegu zdarzeń będzie informował nasz opis GG (te tajemnicze cyferki w nawiasie to będzie godzina ostatniej weryfikacji).
![]()
13 maj AD
2006
Od dziś w Europie jest nowe państwo na K. I nie chodzi o to, że Kamerun zajął Islandię - choć wszyscy z nas by pewnie woleli... Stało się coś gorszego, czego nie sposób wypowiedzieć dosłownie, jeśli ta strona ma pozostać dostępna dla dzieci i kobiet w ciąży.
Przy okazji ujawniamy niedyskretny szczegół - mamy przynajmniej nadzieję, że niedyskretny - okazuje się, że Kielesze to Chrumkacze. Tak w każdym razie sobie wypisali wewnątrz na obrączkach (zamiast czegoś bardziej praktycznego, np. "Tu wkładać palec !"). Odmówili naszym reporterom wszelkich wyjaśnień, ale zgadujemy, że to tyle co "Prawie jak Dziki". :)))))))))
I pomyśleć, że oni tam teraz siedzą sami w
domu i się... nudzą... Może by ich znowu odwiedzić...
![]()
12/13 maj AD 2006
Tej nocy pożegnaliśmy Kielesza-kawalera.
Komitet pożegnalny w składzie Dzik+Dzikowa+Gupia+Niuniek (po drugiej stronie
aparatu), pchnięty nagłym impulsem dobrego pomysłu, uczcił to minutą hałasu na
pół doby przed godziną "0" (dokładnie o 1:31). Co musiało zachwycić już samo w
sobie. A widzimy, jaką radość sprawił solenizantowi/skazanemu również pierwszy
kawałek asfaltowego podjazdu, podarowany na poczet przyszłego wspólnego domu.

UWAGA ! Nie znających Kielesza informujemy, że on tu jest
BEZ maski. Naprawdę proszę nie pytać, gdzie można taką kupić i czy pożyczy na
weekend. A byli też złośliwcy (mniejsza już, czy Agata Sztuka, czy kto inny),
którzy twierdzili, że z kolei Olka jest jakaś sztywna - bo wszyscy przebrani
albo w maskach, a ona jak zwykle...
![]()
11 maj AD 2006
Przynudnawa historyjka o biblijnych związkach frazeologicznych zapewniła nam zwycięstwo w kolejnym etapie. Matura z pola zaliczona z wynikiem 10/20. Muszę powiedzieć, że jak zdawałem osobiście, to się mniej stresowałem niż jak zdaję za pomocą żony... :>
![]()
10 maj AD 2006
W poniedziałek (8 maja) odbyło się kolejne, najprawdopodobniej zwycięskie, starcie maturalne. Tym razem z WOSem. Jutro ustny polak, o ile ktoś nie wydyga i nie przełoży na inny termin
![]()
7 maj AD 2006
Dający
się ostatnio zauważyć redakcyjny marazm na naszym, zwykle przecież ultraszybkim,
serwisie nie wynika z jakiejś twórczej niemocy ani z mania gdzieś wielbicieli i
czytelników. Chociaż przynajmniej to ostatnie jest w zasadzie prawdą, prawdziwą
przyczyną jest niezwykle ożywiona ostatnio działalność naukowa na naszym Dziczym
Oksfordzie. I tak np. jeszcze pod koniec kwietnia Dzikowa podwoiła swoje
wykształcenie, a teraz jest w trakcie oblewania, eeee... znaczy... - to taka
literówka była - zdawania, rzecz jasna, matury. Dzik natomiast
dosyć bezskutecznie płodzi wiekopomne dzieło MAGisterialne ("Wola Boża
jako źródło moralności, czyli podstawowe argumenty pozytywizmu teonomicznego") i
przygotowuje się do najdłuższej sesji w historii polskiego szkolnictwa
wyższego (zaczynamy już w tym tygodniu, a jak !). W związku z tym wszystkim nie
należy spodziewać się szybkiej poprawy sytuacji. Ci, którym to nie pasuje, mogą
nam zwrócić pieniądze i więcej tu nie zaglądać. A przynajmniej to pierwsze.
Kalendarium co bardziej interesujących
wydarzeń w międzyczasie:
* 17 kwiecień: ostatnie już starcie z niemrawymi mormonami; więcej
nie chcą przychodzić...;
* 20 i 27 kwiecień: zebrania w Radzie Ligoty - jest pewna szansa,
że je kiedyś omówię, ale coraz mniejsza;
* 23 kwiecień: Dzikowa kończy szkołę;
* 3 maj: Gupia wstępuje, śladami brata, na ścieżkę ku
ekskomunice, oprotestowując u proboszcza flagę UE na ołtarzu;
J
* 4 maj: matura z polaka;
* 5 maj: matura z angola;
* 7 maj: nic ciekawego.
![]()
13 kwiecień AD 2006
Komunikat specjalny. Postanowienie Mariusza przetrwało do wczoraj. A prosiliśmy, żeby trzymać kciuki ?
![]()
10 kwiecień AD 2006
Krótka publicystyka w sprawie ostatniej wymiany cenzorskich ciosów. Wielka afera wybuchła wokół felietonu Michalkiewicza w Radiu Maryja, bo spece dopatrzyli się w nim antysemityzmu. Gdyby ktoś chciał go poszukać samodzielnie, to daję okazję. Moim zdaniem go tam nie ma. Co innego propagować nienawiść do Żydów, a co innego zarzucać organizacjom żydowskim naciąganie, szantaże i zbijanie kasy na historii. Ale w Radzie Etyki Mediów dopatrzyli się tu "języka nienawiści" (!!!). To był zapewne rewanż za wcześniejszy wyczyn KRRiTv, która w wypowiedzi K. Szczuki u Wojewódzkiego zauważyła z kolei wyśmiewanie niepełnosprawnych i obrażanie uczuć religijnych i dowaliła pół miliona kary (!!!!). Jak było - można sprawdzić tutaj. Fakt, że kiepskie, ale kiepskość nie obraża chyba religii chrześcijańskiej. Drugie pół bani dostali za pokazywanie przed 23:00 Nieustraszonych, gdzie uczestnicy jedli dżdżownice i inne czarcie okropieństwa, od czego oczywiście wszystkie dzieci w Polsce zaczęły wpierniczać glizdy i przegryzać owczymi oczami. Podobnie jak po bajce ze Strusiem Pędziwiatrem masowo skaczą z urwiska, a po Opowieściach Biblijnych próbują krzyżować kolegów. A po wyczynach KRRiTv i REM kneblują usta kolegom i wymuszają od nich haracze za krzywą minę. :p
![]()
10 kwiecień AD 2006
Dziki urlop. Obecnie można zastać cały komplet Dzików w domu. Od środy na szczęście Mila wraca do przedszkola. Dzikowa ma L4 najpewniej do końca ciąży, a Dzik wziął urlop na pisanie pracy. A ponieważ zostało mu jeszcze do napisania prawie wszystko, to w zasadzie jakby go wcale nie było, niestety. Jak coś napiszę ciekawszego, to zamieszczę dla (licznych) zainteresowanych. ;)
Póki co, zamiast pracy, napisałem trochę uaktualnień, antydatowanych na 5 i 1 IV oraz 30 III.
![]()
10 kwiecień AD 2006
Dla wtajemniczonych i nie tylko: muzyczka z Dyny (Atsushi Chikuma). Jak wiadomo, systemy powyżej Win95 nie umieją jej wyśpiewać. A mamy tu do czynienia z prawdziwym arcydziełem, tak przynajmniej uważa cały skład zespołu The Bździągwa. Dzik natomiast - w sumie dawno temu, ale o tym zapomniał - wyszkrobał tę muzyczkę z bebechów programu. Format jest cokolwiek urugwajski, ale można go jednak, o dziwo, posłuchać w WinAmpie - a przynajmniej jedna z załączonych wtyczek powinna w tym pomóc (jedna jest instalacyjna, drugą trzeba skopiować samemu do katalogu Plugins w Winampie). U mnie działają obie, ale przetestowałem je pozytywnie tylko na wersji 2.97 i 3.0. W pracy sprawdzałem na 5 tę instalacyjną, ale coś mi się wyłożyło. Więc czekam na meldunki z terenu. Ściągać - tutaj.
Minusem jest niestety to, że w plikach nie zapisano podziału na instrumenty - albo WinAmp go nie respektuje. Dlatego wszystko jest wygrywane na pianinie - łącznie ze ścieżką perkusji, co miejscami daje efekt mocno zastanawiający. Poza tym wszystko jest pokawałkowane i bez powtórzeń dość szybko się kończy. Więc jeśli ktoś wie, jak przekonwertować to na .midi - i najlepiej rozpisać na fajniejsze instrumenty - to niech to, u licha, zrobi ! Ewentualnie niech powie, jak.
![]()
5 kwiecień AD 2006
Oficjalna
premiera nowej demopłyty The Bździągwy, pod tradycyjnym tytułem "The worst
of...". Materiał nagrano już w styczniu, ale postprodukcja, którą w tym
przypadku stanowiło zaprojektowanie i wydrukowanie ładnej okładki (vide) nieco
się przeciągnęła. Podczas premierowego pokazu płyta została okrutnie wyszydzona
przez rubaszną zgraję wieśniaków, jaką okazała się część załogi Castrum sp. z
o.o. Jeśli chcesz do nich dołączyć, możesz
zapisać się do kolejki do wypożyczenia jedynego (na razie) egzemplarza i
zbluzgania go osobiście. Póki co jedyny świadek premiery, który się nie śmiał,
pożyczył ją do domu (może stół mu się kiwał...).
Dla odstraszenia nadmiaru chętnych wklejam ostrzegawczą próbkę: jeden ze świeżych, niedokończonych kawałków ("Pod spodem") i jeden stary klasyk ("Sen S"). Dla urozmaicenia dorzucam też kilka obiecujących kawałków z netu. Kwestia techniczna: na niektórym sprzęcie przy tej metodzie słuchania odtwarzacz produkuje jakieś dodatkowe postuki. Nie wiem, od czego to zależy (u mnie na jednym kompie gra dobrze, a na drugim stuka) - w każdym razie należy wziąć na to poprawkę i nie lżyć lekkomyślnie kompozytora. Alternatywnie dla moich kawałków daję łącza do ściągnięcia.
Na podstawie meldunków terenowych, udało się ustalić, że odtwarzanie nie działa w innych przeglądarkach niż IE. Poza tym jak się da "Stop" w czasie odtwarzania i potem zmieni tytuł, to ponowne "Dawaj, dawaj !" jest interpretowane jako kontynuacja tego utworu, przy którym nastąpiło zatrzymanie. Żeby więc efektywnie zmienić piosenkę, trzeba zmienić tytuł W CZASIE ODTWARZANIA poprzedniej i wtedy wcisnąć owo "Dawaj, dawaj !"
![]()
notatka ze strony głównej, wystawiona tam od ok. 7 II AD 2006 - 31 V AD 2006
A to jest właśnie to, o co ten cały
wrzask znerwicowanych turbaniarzy. Wielkie mi aj-waj...
Wszędzie o tym gadają, ale oczywiście odważniaki z naszych telewizyj dygają,
żeby to pokazać.
Ciekawe, gdzie się teraz schowało bohaterstwo wszystkich nieustraszonych psów
gończych z Uwagi, SuperWizjera itp... ? :)
Mamy, kuźwa, w katolickim kraju muzułmańską cenzurę ! Pisiorka na krzyżu
to pokazywali - i nic, a za "obrażanie" jakiegoś pospolitego
rzezimiecha to zaraz premier z prezydentem proszą o wybaczenie.



Mahomet to bluźnierca, złodziej i
bandyta !
KIJ WAM W OKO, BAŁWOCHWALCY !
;pppppp
![]()
1 kwiecień AD 2006
Dziki po raz 6. !!! 2000-2006 ! Dziczek po raz 4. !!!
To już szósty raz wszyscy świętujemy dzień, w którym w roku Pańskim 2000 dwa luźne Dziki stały się państwem w Europie. Za te 6 lat oboje, choć nie bez pewnych zastrzeżeń, sobie wzajemnie dziękujemy. Mogło być gorzej. O czym być może przekonamy się w ciągu kolejnych 6 lat.
Równocześnie jest to 4. rocznica Dziczkowego chrztu. Co ładnie komponuje się z decyzją, że od Wielkanocy, w związku ze znaczącymi postępami wiedzy i praktyki religijnej, Mila przejdzie na kolejny etap chrześcijańskiego wtajemniczenia i zacznie chodzić na Mszę Św. Wprawdzie efekt wprowadzenia został mocno zepsuty przez Dziadków i Pradziadków, którzy mniej lub bardziej jawnie przemycali ją już do kościoła przy różnych okazjach, ale i tak zainteresowana wykazuje - dość niefreasobliwie - pewien entuzjazm.
W luźnym związku z tymi faktami pozostaje informacja, że Mariusz się obraził i powiedział, że więcej do nas nie przyjdzie. Trzymamy kciuki za to postanowienie. ;p Oczywiście dla upartych jest luka w tym prawie: nikt nie powiedział, że nie można odwiedzać Mariusza...
![]()
Dziczek pod nóż ! Jeśli głośno gadasz, niedosłyszysz i trzeba ci wszystko kilka razy powtarzać - to może spotkać i ciebie ! Niedawno zdiagnozowano u Mileny przerośnięty trzeci migdał. Którego właśnie już nie ma. Ale póki był, to zatykał coś w uszach i zbierały się tam jakieś uszne ścieki. W jednym uchu (chyba prawym) stwierdzono ubytek słuchu w okolicach 90%. (Przy okazji: czy to nie frapujące, że "uchu" rymuje się do "słuchu"... ?).
Samą operację Dziczek przyjął nadzwyczaj spokojnie. Być może przyczyniła się do tego, obejrzana poprzedniego wieczora, "Pasja" Gibsona. Po tym, co zrobili Jezusowi, po prostu nie wypadało się użalać nad drobnym cięciem w gardle. Z drugiej strony, jak się obudziła plując krwią i z dziurą w ręce, to mogła sobie pomyśleć: "O rany, chyba mnie też ukrzyżowali...". Ale chyba sobie nie pomyślała. Dostała tylko 2-dniowego dołka: mówiła, że nie jest zbyt fajna i że nie wierzy, że będzie kiedyś lepiej. I - co było zjawiskiem dawno nie notowanym - była cicho ! Wprawdzie zapytana cichym szeptem, czy coś słyszy, odpowiada kategorycznie, że nie, ale poprawę odbioru jednak widać.
Gorzej z nadawaniem, które codziennie stopniowo wraca do dawnego natężenia siły i ilości. Groźby, że wytniemy jej następnego migdała, nie skutkują. Zawiodły też - i to mój osobisty dramat - nadzieje, że przy pomocy udrożnionego ucha Dziczek nareszcie usłyszy, że Oratorium Rubika (koniunkturalne "Tu es Petrus") to straszna wiocha. Niestety najwyraźniej ciągle coś tam zawadza. Będziemy dalej szukać przyczyny. Na początek wlejemy trochę Kreta do prawego ucha...
![]()
26 marzec AD 2006
Nieco spóźniona, ale za to bardzo pewna informacja. Dzikowa już w domu. Od czwartku. Czuje się różnie. A na jej miejscu leży jakaś brzydko pachnąca pani - dementujemy plotki, że to nadal ona...

![]()
17 marzec AD 2006
Zmiana adresu ! Dzikowa przeniesiona z 10 pod 6. To sąsiednia sala dla tej, w której była przedostatnio. A więc jednak znowu ginekologia i znowu stara trasa. Wspaniały fotoprzewodnik z wczoraj jednak się już nie przyda. A nowe zdjęcie pokazuje widok od jej łóżka na korytarz. Niebieska strzałka strzela w windę, zielona - w drzwi na schody, a żółta pokazuje pozycję Dzikowej.
![]()
16 marzec AD 2006
Tego dawno nie było - Dzikowa wyjeżdża na wakacje dietetyczno-zdrowotne do pobliskiego sanatorium na Medyków. Mniej lotnym czytelnikom wyjaśniamy, że to taka próba nieszablonowego zakomunikowania, że znowu jest w szpitalu. Już w piątek otarła się o bilet na ulubione łóżko, ale skończyło się na 20-minutowej sesji z jakimś hałaśliwym brzuchoskopem. Teraz jednak oferta jest raczej pewna, przynajmniej do poniedziałku. W ramach wypoczynku, Dzikowa będzie się tam zajadać regionalnym smakołykami, jak chleb z margaryną lub zupa o smaku ogólnym, oraz oddawać tradycyjnym wakacyjnym sportom, ze szczególnym uwzględnieniem wstrzymywania stolca na czas. W czym zresztą potrafi zawstydzić niejedną gwiazdę gabinetów gastrologicznych.
Uprzedzając bardziej wnikliwe zapytania, możemy powiedzieć, że - najogólniej ujmując - powodem jest cały czas pasożyt uporczywie rozwijający się Dzikowej w brzuchu od kilku miesięcy. Bardziej zainteresowani mogą się dowiedzieć więcej w cztery uszy, w sali nr 10. Informacje dla turystów: sala nr 10 jest trochę gdzie indziej niż się przyzwyczailiśmy bywać. Bo to już jest oddział położniczy - od któregośtam tygodnia (który już osiągnęliśmy) przyjmuje się wczasowiczki już tam, a nie na ginekologię. Z powodu awarii windy, trzeba się wbijać schodami i lepiej wybrać te po przeciwnej stronie niż dotychczas. Chociaż po zmroku nic tam nie widać z powodu niezwykle oszczędnego oświetlenia, którego można nie zauważyć, jeśli się na nie nie poświeci. ;p
A
to jest ilustrowany przewodnik dla odwiedzających. Zaczyna się w dobrze znanym
Pochyłym Korytarzu, a potem już jest wszystko pokazane. Jak widać na obrazkach 6
i 7, na pierwszym piętrze trasa przecina jakiś inny oddział - który zaanektował
sobie korytarz między schodami. Nie powinno to nas jednak chyba niepokoić, chyba
że to oddział zakaźny (w sumie nie wiem...) ;)
Natomiast na obrazku 5 jest ta sama klatka schodowa co na 4, tyle że po zmroku.
Warto wiedzieć, że te strzałki na zdjęciach są domalowane i w rzeczywistości się nie pojawiają. Podobnie jak ja ani Aśka nie stoimy na zakrętach, pokazując drogę. Przynajmniej nie na wszystkich i nie cały czas. Więc proszę nie dać się zmylić pozorom.
![]()
15 marzec AD 2006
Zapewne nawet najmniej niecierpliwi czytelnicy naszej strony, zdążyli zauważyć niejaki spadek aktywności redakcyjnej, zapewne szczególnie dotkliwy po niezwykle urodzajnym styczniu. Przyczyną tego jest głównie fakt, że BO TAK. Oprócz tego była też sesja Dzika, zakończona zresztą wyjątkowo wybitnymi osiągnięciami naukowymi (średnia 4,7 !!!), kłopotami ze zdrowiem, a właściwie zdrowiami członków Dziczego stada (tzw. dzicza grypa), liczne sprawy do załatwienia itd. Poza tym brakowało pilnych tematów do wpisania, co nie mogło skończyć się w sumie inaczej niż odkładaniem wpisów ad nigdam.
Nigdam następuje więc teraz: skrótowo co ciekawsze dziko-ńjósy z niedawnej przeszłości prezentują się tak:
* do 26 lutego (!): sesja - to już mówiłem, ale nigdy dość
porządków w biografii;
* 9 luty: zebranie RJP - postaram się jednak napisać porządne
sprawozdanie i wkleję je pod odpowiednio sfałszowaną datą (elegancko nazywa się
to antydatacją);
* 10 luty: Dzikowa w szpitalu - ale skończyło się tylko na
badaniach i ostatecznym (chwilowo) wypisie;
* 21 luty: Dziczek udaje Indiankę na przedszkolnej balandze;
* przełom lutego i marca: narodziny i upadek pomysłu z wylotem do
Sztokholmu;
* 6 marca: LPR proponuje UPR za pośrednictwem i ze szczególnym
uwzględnieniem Dzika wspólny start w wyborach samorządowych (nie muszę dodawać
jak wielkim jestem entuzjastą takich pomysłów... ;> )
* 8 marca: starcie z Mormonami - dość dziwna dyskusja z kompletnie
jakoś bezradnymi "misjonarzami", z udziałem gościnnym Kasi G.; ciąg
dalszy nastąpi...;
* 12 marca: aparat znowu żyje - raz jeszcze dzięki dla Komucha !
W ramach historycznego bonusu uzupełniam też, co obiecałem dawno temu, a co dziś już pewnie nikogo nie obchodzi, ale na co swego czasu zainteresowani bardzo nalegali - otóż uzupełniam notatkę z Sylwestra i Nowego Roku o listę tych ostatnich sprawiedliwych, którzy choć na chwilę się zjawili. Sama notatka już jest od dawna w Przeterminowanych Dzikoinformacjach, więc nie należy dręczyć kółka w myszce uporczywym przewijaniem tej strony w dół, bo tu już takich starych historyj nie ma i nie będzie.
![]()
6 luty AD 2006
Hiper-rewelacja ! Okazuje się, że jednak Kielesz zdąży się ożenić przed trzydziestką ! Po długich miesiącach skradania się i konspiracji, w końcu się Kielesze (nomen omen) przyznali, że 13 maja (tak, tego roku, 2006) wymierzają sobie wzajemnie dożywocie... W międzyczasie potajemnie robili sobie nauki przedślubne, mościli gniazdko (będą mieszkać na Małej, czyli pod dotychczasowym adresem Agnieszki) i wrednie udawali że nic się ciekawego nie dzieje. Jego Ekscelencja Jacław nawet, kosztem zapewne wielu nie rozegranych gier, poszukał sobie pracy i teraz do niej chodzi - i to o której ?! - o szóstej !! RANO ! Tak, to nie ponure żarty, tylko niestety jedna wielka prawda. Podsumowując, świat się kończy, przynajmniej w znanym nam kształcie. Po 20 maja Ziemia będzie kwadratowa, kury zielone, a jabłka zaczną biegać po drzewach. A Jacek i Agnieszka będą mężami i żonami...
P.S. Oboje nalegali, wręcz mnie błagali, żebym napisał, że kategorycznie nie życzą sobie absolutnie żadnych prezentów. Nawet małej bombonierki. Proszę nie zwracać uwagi na późniejsze sprostowania - bo to będą tylko takie żarty. Nawet jakby na nie nie wyglądały. Prawda jest zawsze tylko na tej stronie.
![]()
Zgodnie z oczekiwaniami okazało się, że drugie zebranie RJP odbyło się beze mnie. Dopiero dzisiaj odpisał mi współradny Demarczyk, że to dziś właśnie odbywa się z kolei pierwsze zebranie komisji nr 1 (komisje są dwie, ale nie pamiętam jeszcze dokładnie podziału spraw między nimi), o godzinie 18:00 - czyli dokładnie o tej, co przełożona już z zeszłego tygodnia wizyta u dentysty. W związku z tym nieco spóźniony, ale za to błyskając elegancko nową plombą, pojawiłem się na zebraniu o 18:40.
Nie będę tu raportował ponad miarę, bo większość obrad można podsumować jedną obserwacją. Wydaje mi się mianowicie, że głównym problemem, z którym będę się tam musiał zmierzyć, będzie nieopanowana chęć działania, pomagania ludziom, niezależnie od tego, jak bardzo tego nie chcą i potrzeba wykazywania na każdym kroku własnej przydatności. A większość pomysłów na wykazanie się polega na uregulowaniu ludziom różnych rzeczy, które spokojnie toczą się własnym rytmem. Obawiam się, że prawda o tym, że prawdziwa mądrość władzy polega na tym, żeby umieć powstrzymać się przed wtykaniem wszędzie paluchów i nauczeniu obywateli radzenia sobie bez władzy, może napotkać wysokie płoty w drodze do umysłów członków RJP.
Obecnie omawiane były pomysły z dziedziny "bezpieczeństwo". Mieliśmy zgłaszać postulaty do przedstawienia Straży Miejskiej i Policji. A było ich bez liku. Mamy wytypować niebezpieczne miejsca, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę patroli, zaapelować o egzekwowanie obowiązku odśnieżania chodników i usuwania sopli (przemilczałem to), wnioskować o wycięcie kilku drzew i wreszcie o udrożnienie nadmiernie, zdaniem radnych, zatłoczonego chodnika przy targowisku. Tu właśnie wywołałem trochę zamętu.
Po pierwsze nie wydaje mi się, żeby ten tłok był tam w ogóle problemem wartym gadania. Po drugie tak to już bywa, że w niektórych miejscach robi się tłoczno i regulowanie tego nakazami i pałami strażników jest zboczone. Po trzecie skoro chodnik jest wspólny, to nie ma według mnie powodu, żeby uznać, że prawo radnego do przejścia wygodnie i szybko jest akurat ważniejsze od prawa innych do robienia tam tłoku. Po czwarte gdyby ludzie tego nie chcieli, to by tam nie kupowali i by się to nie opłacało. Po piąte i tak nie uda się tego wyegzekwować, bo jeśli ludzie chcą kupować, to na pewno znajdą się handlarze, dopóki całkiem nie braknie miejsca. Rynek powinien ustalać równowagę pomiędzy chęcią stawiania stoisk a minimum wygody niezbędnej do tego, żeby ludzie chcieli tam w ogóle przychodzić. Rynek, a nie radni albo urzędnicy. Jest jeszcze parę pomniejszych argumentów, ale powiedzmy, że to starczy.
Proszę w tej sprawie o głosy ludu Ligoty, zwłaszcza w sprawie intensywności tego tłoku. Radny-wnioskodawca twierdził wręcz, że prawie nie da się tam przejść i opowiadał coś o staruszkach i kobietach z wózkami. Mnie się wydaje, że mocno podkolorowuje. Można też przysyłać propozycje do rankingu niebezpiecznych miejsc i w ogóle...
Pojawiały się już też zwiastuny konfliktów na przyszłość typu: spowalniacze, ograniczanie ruchu na drogach, organizowanie imprez sportowych za kasę podatnika itd. Które w większości na razie całkiem zmilczałem. Póki nie stanowią formalnych wniosków nie będę się kłócił od razu ze wszystkimi. Bardzo by się tam przydał ktoś jeszcze z normalnymi poglądami, bo w pojedynkę przeciw wszystkim ciężko będzie prawie wszystko krytykować. :(
![]()
30 styczeń AD 2006
Kolejny fascynujący zwrot akcji: Dzikowa w domu na przepustce - planowo do poniedziałku (6 lutego). Długo oczekiwany stolec wreszcie wyszedł przy tej okazji z ukrycia, choć nadal pozostaje tajemnicą, gdzie się podziewał i jak się pomieścił ze wszystkimi kumplami z ostatnich 6 dni ! Poza tym intrygujący kranik na ręce pozostał i dostaliśmy nawet do niego dużo pasujących zabawek. 3 razy dziennie trzeba Aśkę tamtędy koksować, z czego 2 razy obsługa hydrauliki przypada na Dzika. W związku z tym ci, którzy mają do niej pilną sprawę, nie powinni z tym za bardzo zwlekać.
![]()
28 styczeń AD 2006
Przepustka nie doszła do skutku, więc -
wiadomo - Dzikowa dalej w szpitalu. Ma wyjść w poniedziałek, ale redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za sprawdzenie się tej prognozy. Wobec tego, że czyta
to również jedna lub więcej osób, które nie mają większych zmartwień niż
czepianie się innych i umieją obrzydzić każdy pomysł, zastrzega się również, że
w razie zmian w przewidywaniach zespół redakcyjny NIE JEST ZOBOWIĄZANY do
natychmiastowego sprostowania tego wszystkim potencjalnym zainteresowanym. Tak
samo zastrzega się, że jeśli w późniejszej rozmowie któreś z nas pominie słowo
"chyba" albo "być może", to nie należy tego pochopnie interpretować jako
usunięcie elementu niepewności z prognozy, tylko jako skrótowe i nieprecyzyjne
wyrażanie się.
Dzikowa nalega na podkreślenie, że bardzo lubi odwiedziny i że ciągle nie jest ich dostatecznie dużo. Obecnie przygotowano specjalne atrakcje dla gości: można sobie obejrzeć, jaki ma na ręce fajny kranik zamontowany i za drobną opłatą poupuszczać trochę krwi na podłogę. Można sobie także zrobić zdjęcie z SuperMrówą i zjechać zjeżdżalnią dla gruzu. Dla dzieci i kobiet topless zniżka 50%. ;)
![]()
28 styczeń AD 2006
W związku z licznymi prośbami fanów o
więcej zdjęć, musimy z przykrością zawiadomić, że niestety nasz aparat się
zepsuł i nic mu się nie poprawia. Nie pomogła nawet przeprowadzona przez Dzika
naprawa, polegająca na wykręceniu kilku śrubek, rozłożeniu ich na stole i
wkręceniu z powrotem, niekoniecznie w to samo miejsce. Ostatnie zdjęcie "Pętax" wykonał
w Sylwestra, jeszcze przed północą i wyglądało ono tak:

:))))))))))))))
No dobra, to oczywiście żart taki był. To jest prawdziwe ostatnie zdjęcie:

Po zrobieniu tego ujęcia Aśka rozwaliła aparat o podłogę, choć są tacy, którzy
uważają, że rysująca się w ciemnym kącie tajemnicza postać mogła mieć większy
związek z awarią, a tłumaczenia Aśki, że upadek był lekki i niegroźny mogą w
takim razie być prawdziwe. Jednak według ekspertów to tylko przypadkowo
uchwycone refleksy światła odbitego od spadającej w przedpokoju kuropatwy.
Natomiast zdjęcie ze szpitala powyżej (a właściwie to zdjęcia, bo co bystrzejsi zauważą, że mamy tu do czynienia z artystycznym kolażem [to nie błąd ortograficzny, tylko takie trudne słowo]) zawdzięczamy uprzejmości Kielesza i jego aparatu, którzy dzisiaj byli w odwiedzinach, razem zresztą z Agnieszką.
![]()
25 styczeń AD 2006
Dzikowa w szpitalu - to już zaczyna być refren na tej stronie... Stan pacjentki - lekki, stabilny. Gorączki brak, stolców brak. W menu tym razem paskudne leki z niemiłymi skutkami ubocznymi oraz specjalność zakładu - relanium. Więc jak zwykle Dzikowa śpi tyle ile waży, czy w każdym razie dużo. A na marginesie - bo nie napisaliśmy tego wcześniej - co do zawartości brzucha, to już w zasadzie na pewno Jokasta.
Tym razem - co jest sporym zaskoczeniem dla znawców tematu - wyjątkowo gościmy w sali nr 2 (czyli od windy/drzwi w drugą stronę niż dotychczas). Praktyczna porada dla odwiedzających: lepiej wjeżdżać windą, zwłaszcza jeśli nie mamy tzw. obuwia ochronnego czyli takich foliowych czepków na buty - bo dzięki temu unikamy zderzenia z drzwiami, których nie możemy sami otworzyć (trzeba nacisnąć dzwonek i narazić się na wzrok podejrzliwego w sprawie obuwia personelu). Kolejna przepustka do domu być może już w czwartek lub piątek. Potem od poniedziałku kolejna zwrotka tej przynudnawej opowieści - czyli Dzikowa znowu w szpitalu bla bla bla, odwiedzajcie mnie bla bla bla, nic jej nie jest bla bla bla.
![]()
25 styczeń AD 2006
16 stycznia miała miejsce historyczna pierwsza sesja Rady Jednostki Pomocniczej nr 6 z udziałem Dzika. Obyło się bez spektakularnych zajść. Wybieraliśmy tylko władze i do domu. Od razu uspokajam, że ja nigdzie się nie zgłaszałem - głównie dlatego, że od razu widać tam zgraną ekipę z poprzedniej kadencji (sprzed kilku lat, bo RJP miała przerwę w działaniu), która podobnym stosunkiem głosów wygrywała wszystkie głosowania. Nadmienię, że we wszystkich głosowaniach udało mi się zagłosować na przegrywających. ;) Co wróży na przyszłość tak sobie.
Dokonań więc na razie żadnych do opowiedzenia nie mam. Byłem tylko w komisji skrutacyjnej i zgłosiłem dwa wnioski proceduralne, z których jeden przeszedł jednomyślnie, a drugi wycofałem, bo nie chciało mi się go tłumaczyć. Kolejne spotkanie postaram się ubarwić bardziej. Przeszkodą może być fakt, że póki co zapomniałem, kiedy ono będzie/było... A nasz ligocki megaportal wymownie milczy w tej sprawie. Jak i w ogóle w sprawach RJP generalnie...
Z tego też powodu pozwalam sobie podać,
kto nam miłościwie teraz panuje:
Przewodniczący Rady - Andrzej Brol (z tego co się przedstawił to typowy
działacz-rozdawca...)
Zastępca tegoż - Andrzej Najdrowski (wydaje mi się, że to nasz kościelny
albo ktoś taki)
Przewodniczący Zarządu - Bogdan Nowak (z tego co o nim mówili, to bardzo
znany działacz, którego nie trzeba przedstawiać :)))) )
Pozostałych nie pamiętam, więc uzupełnię innym razem.
![]()
12 styczeń AD 2006
Dzikowa znowu w szpitalu. Na szczęście najpewniej tylko do poniedziałku. Odwiedziny wskazane. Dzikową też od biedy można odwiedzić. :D
![]()
12 styczeń AD 2006
Zostaliśmy zalani milionami listów od czytelników, w których domach nie rozlega się co miesiąc Głos św. Ludwika, a w każdym razie we wrześniu się nie rozległ. Żeby zakończyć to oblężenie serwera, Dziku wstukał interesujące nas fragmenty opowiadającego o nim artykułu oraz świeżym komentarzem opatrzył. Trzeba jednak od razu ostrzec, że tekst zawiera fragmenty, które mówią o nim rzeczy niepochlebne, niemiłe, a nawet poddające w wątpliwość jego kompetencje teologiczne. Osoby bardziej wrażliwe nie powinny więc czytać go całego od razu, a być może lepiej wcale. Przepisujący dystansuje się niniejszym od zachowanej zgodnie z oryginałem interpunkcji.
![]()
10 styczeń AD 2006
Kolejny epizod historii z cyklu "Jak Dziku trafił na stos". Tym razem rzecz się dzieje podczas kolędy. Ksiądz zagaja o studia, od słowa do słowa dochodzimy więc do kwestii Rogera Schutza na ołtarzu. Ojciec Zbysław - bo on to obkolędowywał nasz blok - w mig ocenił, że nie nadaję się na teologię i w dalszym ciągu dyskusji na różne sposoby powtarzał tę myśl - najpewniej z braku lepszych. Tłumaczenia, że to nie herezja targać wybitnych heretyków, a poglądy takie jak moje były przez 1960 lat w Kościele całkiem powszechne, nie mogły wiele pomóc. Pogorszyć sprawę natomiast było już dużo łatwiej. Wystarczyło zdradzić, że Jan Paweł II nie jest akurat moim ulubionym papieżem i w kwestiach ekumenicznych zdarzyło mu się kilka przeginek, żeby już było po mnie. Gdybyście w tym momencie zobaczyli Zbysławową minę, ujrzelibyście z niej cywilizacyjne zderzenie umysłu z całkiem nową ideą, wdzierającą się przebojem w czołówkę największych herezyj wszechczasów. "Nie no... jak to NIE ULUBIONYM... Przecież to chyba nielogiczne !" - zdawał się krzyczeć każdy mięsień na twarzy księdza Z.
Tak czy siak nastąpiły kolejne powroty tezy o niewłaściwym wyborze studiów. Wreszcie przy kolejnym retorycznym pytaniu, po co mi teologia z takimi poglądami, dzicza cierpliwość nieco osłabła, co objawiło się odpowiedzią, że "może trzeba się też zastanowić, czy warto być księdzem z takimi poglądami" czy jakoś podobnie. Z której nie jestem bardzo dumny, bo zniżanie poziomu do niegrzecznego adwersarza jeszcze nikomu chwały nie przyniosło, ale byłem prowokowany dostatecznie długo, żeby uznać to za jakieś usprawiedliwienie. W każdym razie po tym zdaniu, o. Zbysław oświadczył był, że w takim razie on zaznacza, że kolędy tu nie było. Co najpierw skwitowałem, idąc już w zaparte, że jak nie, to nie, a potem próbowałem nawet protestować, że jest to poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Ale jedyną odpowiedzią było przyspieszanie kroku i skierowane do ministrantów "Tu już nie mamy o czym rozmawiać."
Zadzwoniłem więc do Bazyliki, gdzie po wielu impulsach pożartych na oczekiwanie na zgłoszenie się wewnętrznego, udało mi się w końcu połączyć z Gwardianem, który stwierdził, że tak oczywiście to zostać nie może i że sprawą się zajmie. Dalszy ciąg nie jest jednak znany. Chyba że ktoś coś wie... ? ;)
![]()
2 styczeń AD 2006
Wielki kryzys telefoniczny zażegnany. 7298205 - to jest nowy Dzikonumer, na który można dzwonić z każdego miejsca świata i nawet przy tym liczyć, że będziemy się obustronnie słyszeć. Z niejasnych przyczyn dotychczasowe problemy ze słyszalnością ustąpiły bez śladu. Użytkownicy HaloNetu mogą dzwonić do nas za darmo z komputera - na ksywkę Dziki .
![]()
2 styczeń AD 2006
Ekskomunika dla Dzika coraz bliżej. Dzisiaj w południe odbyła się długo oczekiwana rozmowa Dzika z ks. proboszczem w sprawie sławnego (dla jednych bardziej, dla drugich mniej) incydentu z portretem "brata" Rogera. Urodzona w wielkich i długich mękach odpowiedź na krytykę w Głosie św. Ludwika trafiła wreszcie na odpowiednie biurko, a ks. proboszcz już zapowiedział że zajdzie jeszcze wyżej - że mianowicie bardzo chętnie przeczyta ją sam arcybiskup. Z tego co mówił, wynika, że nasi Brązowi podkablowali mu wszystko w czasie wizytacji parafii, a jego chyba niezbyt to rozbawiło. Czy rozbawi go moja odpowiedź - też wydaje się mocno wątpliwe. Tak czy siak ja od razu zapowiedziałem, że chętnie pójdę się tłumaczyć na dywanik, więc może jest szansa, że będę miał nowego kolegę.
Poza tym przebieg rozmowy nie był specjalnie niespodziankowy, ale na szczęście raczej spokojny. Nie wydaje się, żeby moje argumenty trafiły na szczególnie podatny grunt, a te ks. proboszcza - żeby wyszły poza to, co zwykle słyszę w takich dyskusjach. Nie obyło się też bez wątpliwości co do moich kompetencyj teologicznych, ale ich ton był dużo łagodniejszy niż podczas pierwszej rozmowy, kiedy w sierpniu dzwoniłem na furtę z wyrazami protestu (nie wiem z kim miałem wówczas przyjemność, a raczej kto miał przyjemność ze mną ;) ).
Co do szans na zakwalifikowanie mojej polemiki do następnego numeru Głosu..., proboszcz uchylił się od odpowiedzi przynajmniej do czasu zgłębienia zawartości. Tak czy inaczej niecierpliwi, mogą ją przedpremierowo przeczytać tutaj. Dziękuję w tym miejscu beta-testerom (Kieleszowi i Agnieszce R.) za konstruktywne, mniej lub bardziej, uwagi, które w jakimś stopniu, o dziwo, uwzględniłem w wersji końcowej oraz Piotrkowi za wymowny brak odpowiedzi. ;p Oraz mojej żonie za brak zainteresowania.
![]()
2 styczeń AD 2006
Frekwencja na obu naszych imprezach, a raczej jej brak, była dla nas ciosem w samo serce. Myślę, że pora na wnioski. Nie będziemy się już narzucać - skoro już nas prawie nikt nie lubi, to trudno. Pocałujcie się gdzieś i tyle. Groźby o ostatnim zaproszeniu zostaną przynajmniej w kilku przypadkach zrealizowane. Zwłaszcza w tych, gdzie tak miły przecież gest nie spotkał się z żadną w ogóle odpowiedzią i to nie po raz pierwszy. Pora zacząć casting na nowych znajomych dla Dzików, bo starzy są zepsuci i nie działają, kiedy trzeba. Chętni mogą pobrać odpowiednie formularze w naszej siedzibie. Znaczek skarbowy w promocji po 5zł.
Ci, którzy nie chcą być również molestowani informacjami o aktualizacjach strony, też niech się nie boją i to zgłoszą.
A oto Sprawiedliwi Wśród Znajomych Dzików - ci, którzy nie wzgardzili dziczym zaproszeniem.
Na Sylwestra stawili się:
Duła,
Alicja z Łukaszem,
Tośka,
Maciek (kolega Łukasza),
Agnieszka Pilch
oraz przejściowo - ale jednak znacznie dłużej niż zapowiadane 0,5
godziny - Komuchowie.
Na Zupce Noworocznej Połączonej Z
Maratonem Filmowym (który w zasadzie ograniczył się do 1 filmu) stawili
się:
Duła,
Komuchowie,
Agnieszka Kwoska,
Agnieszka Pilch,
Gupia,
a nawet zdrajcowie-Kieleszowie (choć
Agnieszka dosyć przykrótko).
Wszyscy oni zapisują się złotymi zgłoskami w Księdze Przyjaciół Dzików.
![]()
29 grudzień AD 2005
Plan działań na przełomie lat 2005/2006 został z grubsza opracowany. Komentarze i uwagi należy zgłaszać niezwłocznie albo zamilknąć na wieki (ze wskazaniem na to drugie).
SYLWESTER:
Startujemy o 19:00.
Przewidywana obsada:
Dziki (3 szt.), Duła, Alicja, Łukasz, Tośka (kol. Alicji
lub Łukasza), Agnieszka Pilch, prawdopodobnie Krzysiek (na 60%), Mariusz
Ofertowicz, być może Magda 8 oraz przejściowo (zadeklarowali 0,5 godziny) -
Komuchowie. (Kielesze-zdrajcy wybrali towarzystwo nie znanych szerszej
publiczności sztywniaków i nudziarzy !)
Proponowane atrakcje (poza zwykłym
bździąganiem o bzdetach):
7
- turniej jakiejś gierki komputerowej;
propozycje (do ściągnięcia - z jednym uzasadnionym wyjątkiem - dla chcących potrenować):
Dynablaster,
Tenis,
Żelki,
Quake 1,
Małysz,
Robale;
N
- wypad na sztuczne ognie do Chudowa w okolicach północy;
: - filmy - ze względu na przewidywane wobec
późnej pory zużycie organizmów wybieramy coś z polskim dźwiękiem:
Krąg 2 (horror,
wersja USA)
Iniemamocni
(komedia animowana)
Złodziej życia
(A. Jolie)
Maleństwo
i przyjaciele (wiadomo...)
Komornik (dramat,
POL)
Jaś Fasola (14 odcinków do wyboru)
NOWY ROK:
Zupka i mini-maraton filmowy. Zaproszeni są wszyscy, którzy poczuwają się do
znajomości z Dzikami, ale o takim poczuciu należy Dzików jak najwcześniej
uprzedzić.
Odpalamy ok. 18:30. Najpierw tradycyjny giga-miks chińskich zupek, a potem
po napiętnowaniu zdrady Kieleszów, parę filmów:
20:00 -
Miasto Grzechu (kryminał, ekranizacja komiksu; J. Alba, B. Willis, M.Rourke;
ok. 120 min.)
22:00 - jakaś komedia do wyboru:
Gnijąca panna młoda,
Eurotrip,
Statek miłości względnie
Iniemamocni
(jeśli nie obejrzymy wcześniej)
ok. 0:00 - jeśli dalej będą chętni, to już do uzgodnienia: albo coś z
powyższych, albo z poniższych (już nie wklejam odnośników, bo mi się nie chce):
Dzikie żądze 2 i 3, Płytko pod ziemią, Goodbye Lenin, Grzmot,
Spirit trap, Harry Potter i czara ognia, Zły skręt, Marzyciele, Apartament,
Dzisiaj 13 jutro 30, Dziwka, Opowieści z krypty, Basen, Cooler, Fenomen o.
Rydzyka.
![]()
Dzik - dzielnicowym ! Ligota
szaleje !
34 głosy na 995, czyli 3,42%, czyli 7. miejsce.
Ukonstutowanie Rady nastąpi jednak dopiero w nowym roku - i dopiero wtedy można
się spodziewać świeżych sensacyj z obrad.
Oczywiście niniejszym wszystkie obietnice wyborcze zostają odwołane ! Sto
milionów zaróbcie se sami. ;)
Buziaki i ukłony dla wszystkich, którzy wiedzieli, gdzie postawić krzyżyk. Natomiast grafologiczne ekspertyzy pozwolą już wkrótce ustalić, kto był żmiją i nie zagłosował. I te osoby nie będą miały wyremontowanego chodnika przez najbliższe 4 lata !
![]()

11 grudzień AD 2005
Wszyscy fani i wrogowie Dzika w napięciu oczekują na ostateczne wyniki wyborów do rady dzielnicy. Na razie w dwóch komisjach na Kokocińcu uciułało się marne 12 głosów (na 186), a na Medyków 9 (na 159), co wprawdzie daje 6% i wystarcza do zajęcia miejsca w pierwszej dziesiątce (a tym bardziej dwudziestce jedynce), ale jest dalekie od oczekiwań i od tego, co - jak sądzę - należy się takiej szlachetnej jednostce. W dalszych komisjach będzie pewnie już tylko gorzej. Po dokładnym przeliczeniu głosów nastąpi seria porachunków z tymi, którzy według obliczeń zostaną zdemaskowani jako zdrajcy Dzikowej Sprawy. Kto wie coś z innych komisyj, niech szybko wali na GG.
![]()
W ostatniej chwili udało się zarejestrować kandydaturę Dzika do rady dzielnicy. Tym razem szanse na zwycięstwo są realne, a taki sukces osłodziłby Dzikowi gorycz dwóch poprzednich porażek (samorządowej AD 2002 i ostatnio parlamentarnej). Mając to na uwadze (pomijając już niepodważalne kwalifikacje polityczne), nie odmówimy mu swojego poparcia 11 XII i namówimy kogo się da do tego samego.
Oczywiście Rada Jednostki Pomocniczej nr 6, jak to się fachowo nazywa, nie jest zbyt prestiżowym miejscem jak na takie zbiorowisko talentów wszelakich, ale od czegoś trzeba zacząć. Kompetencje RJP są tylko doradcze - dlatego sztab nie będzie ogłaszał żadnego specjalnego programu wyborczego - ale zawsze można się z kimś pokłócić i dowiedzieć, co knuje Rada Miasta i uszokiści. A potem wykorzystać to w ewentualnej kampanii samorządowej (na wiosnę).
W odpowiedzi na liczne przewidywane pytania internautów, wyjaśniamy, że nieobecność na liście Kielesza jest wynikiem zbiegu wyższych okoliczności, takich jak leniwy charakter, brak woli walki do ostatniej chwili i niedostatek talentu. Ale o tym szczegółowo lepiej zbyt wiele tutaj nie mówić.
![]()
3 listopad AD 2005
Od 2 dni mamy już internet legalnie i całą dobę. GG chodzi praktycznie cały czas, nawet często w nocy, więc można zawsze pisać i nic nam nie umknie, chociaż czasem odpowiedź może być dużo później (należy zwracać uwagę na opisy). Wkrótce zostaną podjęte kolejne próby przywrócenia komunikacji głosowej.
Wobec tych przemian uprasza się też o zaprzestanie wysyłania głupot na adres służbowy Dzika (debil@gni.pl), skoro można to już bezpiecznie robić na domowy. Wysyłanie na "debila" należy ograniczyć do sytuacji, kiedy intencją autora jest, żebym wiadomość odebrał właśnie akurat w pracy. Wkrótce dojdzie też nowa skrzynka z lokalnego serwera blokowego, a w dalszej przyszłości także zewnętrzny adres IP i związane z tym cuda. ;)
![]()
17 październik AD 2005
Dzikowa już w domu ale ciągle niedysponowana i na zwolnieniu. Kto nie zdążył jej odwiedzić, to już nie ma czego u nas szukać do końca życia. :>
![]()
13 październik AD 2005
Dzikowa w szpitalu. Ale się wyliże. O
szczegóły trzeba pytać.
Z tego powodu urodziny Dzika nie mają teraz żadnej pewnej przyszłości.
![]()
13 październik AD 2005
Ostatnia urodzona u nas jaszczurka kopnęła
w kalendarz 11 X w wieku 2,5 miesiąca. :(
Dostała takiego wrednego guza na plecach i nie można było nic dla niej zrobić...
Ostatnie zdjęcie denata/denatki, 3 X AD 2005.
![]()
1 październik AD 2005
Dzik dziękuje wszystkim 1307 osobom, które postawiły krzyżyk w najlepszym możliwym miejscu na tej - nie ukrywajmy - słabo obsadzonej kartce wyborczej. Niestety plecak do Warszawy trzeba było jeszcze tym razem rozpakować, bo 98,5% ludzi wolało zmarnować głos na partie, które będą nimi - i niestety nami - pomiatać przez kolejne 4 lata. Widać ludzie przy urnach są jak żona pijaka - politycy ich leją, okłamują, okradają i terroryzują, ale jak ładnie przeproszą i obiecają że już nie będą, to dostają kolejne 4 lata na poprawę. Czemuście biedni ? Bo głupi ! :p
Wyniki UPR/PJKM w okręgu katowickim
![]()
1 wrzesień AD 2005
TYLKO TERAZ, JEDYNA OKAZJA - 25 WRZEŚNIA:
DZIK
na posła
!
Głosuj
na DZIKA
- a nie na zwykłe świnie !
Platforma Janusza
Korwin-Mikke,
lista nr 12, poz. 5